Google


 
Rzeczyce
Meni  
  Strona główna
  O Rzeczycach
  Wiadomości
  Kościół
  Jaja Wielkanocne
  Relacje
  Artykuły
  => Homilia na pogrzebie JPII
  => JPII - wspomnienie tamtych dni
  Dojazd
  Odpady segregowane
  Na wesoło
  Księga gości
  Forum o Rzeczycach i nie tylko
  Kontakt
  Galeria
  Plan rozwoju 08-13
Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO 70.pl - komponenty dla WebMasterów: aliasy, liczniki, newslettery, księgi gości, shoutboxy i inne.
JPII - wspomnienie tamtych dni

Jan Paweł II – wspomnienie tamtych dni

Tak naprawdę wszyscy wiedzieliśmy, że nie czekamy na cudowne uzdrowienie, ale na przejście na drugi brzeg życia. Wiedzieliśmy, że Jan Paweł II choruje. Widzieliśmy jak ciężko mu mówić. Dopiero jednak w czwartek zaczęliśmy sobie uświadamiać, że to czas pożegnania.

                Byłem wtedy jeszcze na studiach zaocznych, a w tygodniu pracowałem. Od czwartku coraz częściej zaczęło sie przeglądać portale internetowe i słuchać radia, żeby się tylko dowiedzieć, co z papieżem. Gdy nastał piątek wiedzieliśmy, że On umiera. Może wydać się to dziwne, ale wieczorem tego dnia przygotowaliśmy flagę a na niej zawiązaliśmy kir, by, gdy dotrze już do nas ta smutna wiadomość zawiesić ją na wieży naszego kościoła. Pamiętam długo w nocy siedziałem i patrzyłem to raz na ekran monitora, to raz na telewizor. W końcu wstało sobotnie słońce. Pojechałem na wykłady. W południe poszliśmy wszyscy do gliwickiej katedry. Zaczęliśmy z księdzem odmawiać różaniec w intencji papieża, a gdy tak na klęczkach modliliśmy się nawet nie spostrzegliśmy jak wielu ludzi się do nas przyłączyło. Wieczorem ciągle czekaliśmy w napięciu. W pokoju włączone miałem radio i rozmawiałem z ludźmi na czacie. Pewnym momencie wstałem od biurka, gdy nagle w radiu został przerwany program i popłynęła przez głośniki smutna muzyka. Za chwile podano do wiadomości to, na co wszyscy czekali. Powiadomiłem o tym rodzinę, jednak nie wierzyli w to za bardzo, bo w TV jeszcze nic nie mówiono. Już jednak za chwilę wiadomość ta została też podana w TV. Poszedłem wtedy otworzyć kościół i uderzyć w dzwony. Nigdy nie zapomnę pierwszego uderzenia dzwonu. Jak na taką małą miejscowość sporo ludzi w jednej chwili zjawiło się w kościele. Proboszcz odmówił ze zgromadzonymi modlitwę w intencji zmarłego papieża. Na wieży kościelnej zawisła flaga z kirem, a przed krzyżem misyjnym zapłonęły pierwsze znicze. W oknach domów rozbłyskiwały światła świec. Później nastąpiło już tylko oczekiwanie na pogrzeb.

                O możliwości wyjazdu na pogrzeb autokarem dowiedziałem się chyba we wtorek. Z urlopem nie było problemu, jednak radość z wyjazdu zniknęła, gdy sobie uświadomiłem, że przecież mam jeszcze stary dowód osobisty, a paszport już dawno stracił ważność. Trochę smutny godziłem się z faktem, iż mnie tam nie będzie, kiedy to dostałem telefon, że takich jak ja jest więcej, że mam jechać, co najwyżej jakoś z granicy się wróci. Zaryzykowałem.

                Wyjechaliśmy w środę ok. 2300. Nie mieliśmy pewności, że nawet dojedziemy do Rzymu. Co rusz słyszeliśmy o korkach, strasznych kolejkach. Nie przejmowaliśmy się jednak tym. Jedzenia mieliśmy pod dostatkiem, wody także. Przez granicę przejechali wszyscy bez problemów, można zasadzie powiedzieć, że nie było kontroli. Gdy już byliśmy we Włoszech, ciągle dochodziły do nas informacje o korkach. Liczyliśmy się nawet z tym, że naszą podróż zakończymy na Wenecji. Wenecję jednak przejechaliśmy bez problemów. Dotarliśmy do Florencji. Tam na parkingu przekomarzaliśmy się z Niemcami jadącymi też na pogrzeb, czyj to był papież nasz czy ich. Po kilkunastu godzinach jazdy mieliśmy też tam okazję, żeby się trochę odświeżyć. Wprawdzie w warunkach polowych, korzystając z wody mineralnej, której zapasy przewyższały potrzeby. Około 1 w nocy w piątek dotarliśmy do Rzymu. Na parkingu trochę odpoczęliśmy, a rankiem metrem podjechaliśmy pod sam Watykan. Z obawy przed brakiem miejsc na placu św. Piotra, zatrzymaliśmy się na bocznym placu pod Watykanem przed telebimem, później żałowaliśmy, że nie poszliśmy na sam plac. Było tłumnie. Organizacja jednak była niesamowita. Staliśmy tam w morzu biało czerwonych flag. Uczestniczyliśmy w pogrzebie. Klaskaliśmy tak jak wszyscy Janowi Pawłowi II za to, że dobrze zakończył spektakl swojego życia. Niby Go już nie było, a jednak był. Drugi raz przeżyłem obecność nieobecnego. Pierwszy raz miało to miejsce 15 czerwca 1999r. w Gliwicach, kiedy to papież zachorował i nie mógł przybyć na spotkanie na gliwickie lotnisko. Tam w Rzymie naprawdę Karol Wojtyła patrzył na nas z domu swojego Ojca. Po pogrzebie, gdy już spokojnie dotarliśmy na plac św. Piotra zostawiliśmy tam też po sobie pamiątkę.  Na drodze prowadzącej przed bazylikę św. Piotra na jednej z kolumn była owinięta flaga polska, podobno ta sama, którą pokazywano w telewizji nim jeszcze wyjechaliśmy na pogrzeb. Na niej wszyscy się podpisywali, także i my. Flaga ta trafiła podobno do skarbców watykańskich. Nawet jeśli jest to tylko doniesienie mediów, cieszę się, że mogłem tam być. Może nie widziałęm tego tak jak w telewizji tutaj u nas, ale przeżyłem coś niesamowitego. Mam nadzieję, że z czasem zrozumiemy też przesłanie JPII, i nie będą to tylko wspomnienia z naszych spotkań z Nim. Spotkań tych za jego życia i tych już nad grobem. 
                                                                           Rzeczyce 2008






Dodaj komentarz do tej strony:
Twoje imię:
Twoja wiadomość:

Czas ucieka, wieczność czeka  
   
Reklama  
   
Różne  
  Humor
 
Sonda  
 






 
Poklikajmy  
   
Stronę odwiedziło już osób 37711 odwiedzający (90279 wejścia) tutaj!
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=
.OnLine osób oferty pracy darmowe programy Wymiana Linkami Praca oferty pracy oferty pracy banery programy partnerskie wakacje webmaster tanie rozmowy niemcy Wymiana linkami